Lorem ipsum
logo Filharmonia łódzka im. Artura Rubensteina
Instytucja Kultury Samorządu Województwa Łódzkiego współprowadzona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
logo Filharmonia łódzka im. Artura Rubensteina
Instytucja Kultury Samorządu Województwa Łódzkiego współprowadzona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
Logo do druku
Instytucja Kultury Samorządu Województwa Łódzkiego współprowadzona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Kolory Polski w Łodzi: Koncert finałowy - Big Band Fabryka

Kolory Polski
30 sierpnia 2025, sobota, 19:00
Sala koncertowa Filharmonii Łódzkiej im. Artura Rubinsteina

Koncert finałowy Festiwalu Kolory Polski

Wykonawcy:
  • Olga Fidrysiak - śpiew
  • Michał Domagała - śpiew
  • Maciej Pawłowski - dyrygent
  • goście specjalni: Krystyna Prońko - śpiew, Henryk Miśkiewicz - saksofon

Big Band Fabryka w składzie:

  • Marek Kubisiak - saksofon altowy, flet
  • Jakub Raczyński - saksofon altowy, klarnet
  • Jacek Delong - saksofon tenorowy, klarnet
  • Mirosław Klepaczka - saksofon tenorowy, klarnet
  • Roman Pryliński - saksofon barytonowy, klarnet
  • Grzegorz Borko - puzon
  • Sławomir Ostrowski - puzon
  • Janusz Wieczorek - puzon basowy
  • Marcin Melerowicz - puzon
  • Wojciech Wolniak - trąbka
  • Bernard Zdonek - trąbka
  • Piotr Krzemiński - trąbka
  • Grzegorz Zborowski - trąbka
  • Marta Sobczak - fortepian, syntezator
  • Piotr Wieczorek - gitara
  • Wojciech Pulcyn - kontrabas
  • Patryk Dobosz - perkusja
W programie:
  • podróż po historii polskiego swingu od lat 20. XX wieku do współczesności; standardy jazzowe, melodie znane z filmów i przeboje polskiej piosenki w aranżacjach Pawła Tomaszewskiego (zamówienie FŁ), Kuby Raczyńskiego i Macieja Pawłowskiego

na zdjęciu: Big Band Fabryka, materiały promocyjne zespołu

W historii Łodzi sztuka i przemysł filmowy odegrały istotną rolę. To właśnie HollyŁódź była kolebką polskiej kinematografii. Do tych kart historii miasta nawiązuje koncert finałowy „Kolorów Polski”. 

Stanie się to jasne od pierwszych nut wieczoru – rozpocznie go bowiem muzyka Wojciecha Kilara z filmu „Ziemia obiecana” (1974). Później usłyszymy piosenki filmowe z lat przed- i powojennych, których chwytliwe melodie i ciekawe słowa sprawiły, że oddzieliły się od swoich ekranowych pierwowzorów i z powodzeniem funkcjonują samodzielnie. Warto więc przypomnieć, że piosenka „Nie trzeba słów” z muzyką Władysława Szpilmana i słowami Ludwika Starskiego pochodzi z filmu „Zadzwońcie do mojej żony” (1958, reż. Jaroslav Mach), a o tym, że „Miłość złe humory ma”, przekonywał Bohdan Łazuka w filmie „Małżeństwo z rozsądku” (1966, reż. S. Bareja). 

Historię Łodzi można opowiadać także w stylu jazzowym. W końcu to tutaj, krótko po wojnie, powstał klub muzyczny i zespół Melomani, w którym grali między innymi Jerzy Matuszkiewicz, Andrzej Trzaskowski i Krzysztof Komeda. Stąd w programie nie może zabraknąć muzyki Komedy ani „Dudusia” Matuszkiewicza

Tę podróż w przeszłość uszlachetnią nazwiska wybitnych solistów. Muzyka Krzysztofa Komedy czy Wiktora Junga – amerykańskiego kompozytora o polskich korzeniach – zabrzmi w wykonaniu Henryka Miśkiewicza, znakomitego saksofonisty i klarnecisty, współtwórcy najwspanialszych kart w dziejach polskiego jazzu. Nazywany jest „najważniejszym saksofonem polskiego kina”, bo brzmienie jego instrumentu można usłyszeć w wielu filmach, między innymi „07 zgłoś się”, „Różyczce” czy „Czterdziestolatku”. 

Gwiazdą wieczoru będzie też wokalistka Krystyna Prońko, wielokrotna laureatka festiwalu piosenki polskiej w Opolu. Na scenie spędziła ponad pół wieku i wylansowała wiele przebojów, w tym „Jesteś lekiem na cale zło”, „Psalm stojących w kolejce” czy „Małe tęsknoty”. Jej repertuar świadczy o tym, że lubi mieszać gatunki muzyczne; jak mówi: „nużące jest śpiewanie ciągle tego samego”. 

Śpiewać będą także przedstawiciele młodego pokolenia artystów estradowych: Olga Fidrysiak i Michał Domagała. Oboje stale współpracują z Big Bandem Fabryka, który tworzą muzycy związani z łódzkimi instytucjami muzycznymi: Filharmonią Łódzką, Teatrem Wielkim i Teatrem Muzycznym. Zespół powstał dziewięć lat temu z inicjatywy saksofonisty Marka Kubisiaka, który zauważył, że w Łodzi brakuje klasycznego big-bandu, złożonego z saksofonów, puzonów, trąbek i sekcji rytmicznej. W 2018 roku zespół zdobył pierwsze miejsce i Grand Prix na festiwalu big-bandów w Nowym Tomyślu.

Big band Fabryka Deszcz w Cisnej

Bożena Pellowska-Chudobińska, archiwistka FŁ:

- Pierwszy raz odwiedziłam stary gmach filharmonii, mając cztery czy pięć lat. Pamiętam, ze już wtedy kazano mi poruszać się przy ścianach korytarzy i sal, przez które przechodziliśmy, gdyż budynek groził zawaleniem. Później przez lata mówiło się o tym zagrożeniu, sugerowano nawet, że ze względów bezpieczeństwa muzycy nie powinni grać zbyt głośno, ale mało kto wierzył w tak czarny scenariusz. Niestety, gdy w końcu się ziścił i nastąpiło burzenie budynku (zamkniętego wcześniej - po stu latach od jego inauguracji) miejsce przez lata tak tętniące życiem  na naszych oczach znikało. 

Znikało, pozostawiając jedynie wspomnienia. Atmosfery, koncertów wielkich gwiazd…Rubinstein,  Richter, Rostropowicz, Martha Argerich, Dawid i Igor Ojstrachowie.  Były to wydarzenia, które do dziś się pamięta. I to skrzypienie schodów, prowadzących niemal do samej sali koncertowej a w samej sali – foteli…Widownia z reguły była zapełniona ponad miarę,  przychodziło m.in. stałe grono bywalców. Były postacie, które szczególnie wryły się w pamięć – co piątek w pierwszym rzędzie na lewym balkonie siadała pani w binoklach, jakby  żywcem wyjęta z portretów arystokracji rosyjskiej,  pop z łódzkiej cerkwi, który zawsze opuszczał salę po pierwszej części koncertu; Bożena Szymonowicz, znakomita pianistka śledząca koncerty pianistów z rozłożoną partyturą, profesor Małachowski, który siedząc w głębi bocznej loży na parterze dyrygował każdym wykonywanym na estradzie dziełem… W przerwie, razem z siostrą biegłyśmy do solistów (występowali zawsze w pierwszej części koncertu) razem z innymi „łowcami autografów”. A w foyer… popiersie Beethovena,  które niejednokrotnie było charakterystycznym miejscem spotkań, afisze, zdjęcia muzyków orkiestry...

Kiedy gmach został zburzony i pozostał po nim jedynie ogromny dół, wydawało się, że czas filharmonii w Łodzi się zakończył. Mało kto wierzył, że uda się wznieść nowy gmach. Pamiętam jak kiedyś profesor Zdzisław Szostak stojąc przed drewnianym parkanem zakrywającym pozostały po filharmonii dół, opowiadał przybyłym do Łodzi artystom o dawnej sali koncertowej, jej usytuowaniu, akustyce, atmosferze, widowni…

Projekt nowego gmachu uzyskał nawet lokalizację u zbiegu dzisiejszych ulic Sienkiewicza i Piłsudskiego (naprzeciwko obecnej Galerii Łódzkiej), orkiestra pod wodzą Zdzisława Szostaka zagrała tam krótki koncert. Stało się jednak tak, że ta lokalizacja stała się niemożliwą.

Nowy gmach powstał dzięki ogromnej determinacji bardzo wielu ludzi nauki, kultury, całego nie tylko łódzkiego muzycznego świata, melomanów, sympatyków. Stanął w tym samym miejscu, które od końca XIX wieku było kulturalnym, a zwłaszcza muzycznym centrum Łodzi. Miejscu, które zmieniło swoje kolory z niegdyś szarego, na barwne i otoczone zielenią. Nawet pomnik skrzypaczki, zdobiący  foyer dzisiejszego gmachu, dawniej stojący we wnęce w sali koncertowej, wydaje się dziś bielszy…